Odwrócenie ról w rodzinie nie jest łatwe do zidentyfikowania. Ale ta niezwykła książka, będzie wielkim przeżyciem dla osób, które próbują zrozumieć siebie i swoją rodzinę pochodzenia. Największym zapewne dla tych, którzy w jakimś stopniu doświadczyli odwrócenia ról, czyli byli traktowani jako dorośli, w różnym celu. Czasem chodzi o pracę fizyczną, zarabianie pieniędzy, opiekowanie się jakimś członkiem rodziny, wsparcie emocjonalne dla samotnego rodzica.

Fritz Riemann przestawia parentyfikację emocjonalną w sposób poruszający:

Przekleństwo miłości matczynej polega na utrzymywaniu dziecka w zależności, na żądaniu od niego wdzięczności i miłości, zamiast pozwolać mu się rozwijać. Jeśli matka obciąża i potrzebuje miłości dziecka nadmiernie dla samej siebie – ponieważ jej życie nie jest spełnione, jest rozczarowana relacją partnerską albo ponieważ, całkiem po prostu, sama została dzieckiem – dziecko doświadcza poczucia winy, podejmując kroki rozwojowe, które wymagają w coraz większym stopniu uwolnienia się od bliskości z matką.

Co ważne, autorka wyraźnie zaznacza, że parentyfikacja nie musi mieć negatywnych konsekwencji dla dziecka. Jeśli sytuacja, w której dziecko pomaga rodzinie w stopniu większym niż to odpowiednie dla jego wieku jest tymczasowa, zostanie przez rodziców wyraźnie nazwana, a wkład dziecka zostanie doceniony, może to mieć pozytywne skutki dla dziecka. Może rozwinąć poczucie własnej skuteczności i sprawczości, a w przyszłości nie mieć problemu z samodzielnością.

Jeśli jednak tak się nie stanie…

Jakie mogą być przyczyny parentyfikacji?

Po pierwsze:

Myślę jednak, że wtedy, gdy uwzględni się perspektywę transgeneracyjną, można bez trudu dostrzec, iż rodzice domagający się od własnych dzieci opieki są tymi, którzy sami doświadczyli w swoim życiu jakiegoś wielkiego braku – choroby (własnej, rodzica lub rodzeństwa), deprywacji opieki rodzicielskiej albo traumy. Mamy zatem do czynienia z WIELOPOKOLENIOWYM DRAMATEM.

Tym, co najtrudniejsze do zaakceptowania, a zatem odrzucane przez niektórych badaczy i klinicystów jako teza kontrowersyjna, jest zjawisko przekazywania własnego, nieprzepracowanego dramatu dzieciństwa swoim dzieciom. choć świadomie robimy wszystko, aby tak się nie stało, najczęściej to dopiero symptomy objawiające się u dzieci i ich cierpienie pokazują nam, że ponieśliśmy porażkę. Alice Miller pisze o tym przekonująco:

Każdy człowiek ma w swoim wnętrzu mniej lub bardziej ukrytą komórkę, w której znajdują się rekwizyty dramatu jego dzieciństwa. Osobami, które na pewno uzyskają do niej dostęp, są jego własne dzieci. Wraz z nimi do komórki dociera nowe życie i dramat można kontynuować.

Po drugie:

Co musi się dziać w umyśle rodzica, że myli on osoby i oczekuje opieki oraz realizacji potrzeb od własnego dziecka? Wendy Holloway (2006) dzieli zdolność do opieki na cztery kategorie: 1) zdolność do wzajemnego dawania i otrzymywania opieki; 2) umiejętność zapewniania opieki asymetrycznej, takiej, jaka ma miejsce w relacji matki lub ojca z ich dzieckiem; 3) zdolność do opieki nad samym sobą (self care); 4) umiejętność przenoszenia opieki na innych ludzi oraz na obiekty materialne i zjawiska, np. zwierzęta lub środowisko. Aby rodzic nie dokonywał odwrócenia ról w rodzinie, musi on mieć wszystkie lub większość wymienionych zdolności.

No nie wiem jak Wy, ale ja mam wrażenie, że to naprawdę mniejszość naszego społeczeństwa.

A konsekwencji destrukcyjnego odwrócenia ról w rodzinie jest naprawdę dużo.

Poczucie winy i uczucie powinności są (…) stałą walutą u osób nad wyraz dojrzałych (poddanych parentyfikacji – przyp. K.S.)

Alexander Lowen twierdzi, że istnieje wyraźny, bezpośredni związek między tym, jak matka traktuje własne ciało, tym jaki jest jej ogólny stosunek do cielesności, intymności oraz seksualności, i tym, jak reaguje na ciało dziecka. Uważa on, że

jakość bliskości fizycznej między matką i dzieckiem odzwierciedla uczucia matki wobec intymności aktu seksualnego. Jeżeli postrzega go ona z obrzydzeniem, tym uczuciem naznaczony jest wszelki intymny kontakt cielesny. Jeżeli kobieta wstydzi się swojego ciała, nie może dać go niemowlęciu z wdziękiem podczas karmienia. Jeżeli wstrętem napawa ją dolna połowa jej ciała, będzie też czuła wstręt, dotykając tej części ciała dziecka (…). Gdy matka boi się bliskości, dziecko wyczuwa jej strach i odbiera go jako odrzucenie. Dziecko kobiety, która wstydzi się intymności, wykształci w sobie uczucie wstydu w związku z własnym ciałem.

Poza tym:

  • problem z separacją-indywiduacją, czyli oddzieleniem się od rodziców, usamodzielnieniem się
  • problemy z regulacją emocji, np. problem z tworzeniem spójnego wizerunku osób, które budzą zarówno pozytywne jak i negatywne emocje), aleksytymia – czyli nieumiejętność identyfikowania i nazywania uczuć u siebie i innych ludzi
  • większe prawdopodobieństwo zachorowania na depresję
  • zaburzenia w funkcjonowaniu ciała

Co dalej?

Kluczowe dla konsekwencji psychicznych wydaje się, jak pisze Schier, nazwanie zaistniałej sytuacji i docenianie dziecka, które przejmuje funkcje osoby dorosłej. Im bardziej doświadczenie zostaje ukryte, nienazwane, nie docenione, tym trudniej sobie z nim poradzić.  Poza tym, jak dla każdego, bardzo ważna jest przynajmniej jedna postać „świadomego, empatycznego świadka”. Członka rodziny, nauczyciela, terapeuty, który towarzyszy dziecku, rozumiejąc jego sytuację i pozwalając mu odczuć i wyrazić także te negatywne emocje w stosunku do rodziny i sytuacji rodzinnej. Takiego, który jednoznacznie wskaże osoby odpowiedzialne w rodzinie (dorosłych) i zmniejszy w dziecku poczucie winy za zaistniałą sytuację.

Praktyka kliniczna pokazuje, że podstawą pracy z osobami, które przeżyły odwrócenie ról, jest rozmowa, czyli wymiana myśli z drugą osobą – przygotowaną profesjonalnie, uważną i rozumiejącą. (…) Myślę, że warto promować zmianę ogólnego myślenia u psychoterapeutów o połączeniu psychiki i ciała w kierunku postrzegania tych obszarów jako równoważne dla rozwoju osoby oraz dla powstawania zaburzeń.

Czy na pewno chcemy mieć grzeczne dzieci?

Uważam, że najlepszą drogą do prewencji zjawiska odwracania ról jest zmiana myślenia społecznego na temat „dorosłych” dzieci. Gdyby było tak, że społecznie stalibyśmy się bardziej wyczuleni na to, co może się kryć za maską tzw. dzielnych dzieci lub „wzorowych uczniów i uczennic”, to może udałoby się wcześniej pomóc dzieciom w zdejmowaniu masek lub nawet przeciwdziałaniu rozwojowi konsekwencji destrukcyjnej parentyfikacji.

Innym sposobem przeciwdziałania patologicznej parentyfikacji, jest promowanie mentalizacji w systemie edukacyjnym. Chodzi tu najprościej rzecz ujmując, o to, aby dzieci mogły wyobrazić sobie sytuację, w jakiej znajduje się inna osoba. Aby mogły myśleć o intencjach jej zachowań, czyli nie obawiały się zaglądać do jej „umysłu”. I aby były go ciekawe!

Książka Dorosłe dzieci jest chyba czytana przez większość psychoterapeutów w Polsce. I nic dziwnego. To potężna dawka naukowej wiedzy, obudowana odniesieniami do literatury i mitologii (Herkules i Kopciuszek są tu głównymi bohaterami), ale napisana w przystępny sposób, z wielką empatią i szczerością i skromnością (w opisach własnych doświadczeń jako terapeuty).